Nakręciłam się z lekka ostatnio... W poniedziałek moje dziecko zaczyna nowy etap w życiu! Szkoła!
Jestem bardzo ciekawa jak to będzie. Czy poradzi sobie z materiałem (w końcu jest rok młodsza od większości klasy), czy spodoba jej się nowy system pracy, czy będzie umiała ogarnąć się w szatni, na stołówce, w korytarzu itd... Na razie najbardziej podekscytowana jestem ja ;) Ona - jak to dziecko - żyje chwilą! I bardzo dobrze!
Wyprawka skompletowana, tyta pełna czeka, ubrania na ten pierwszy dzień wyprane pachną w pokoju. Jeszcze tylko dziecko musi wrócić z wakacji. Pojechała do dziadków... ze wsi do miasta ;) Tam się sporo dzieje w wakacje, a do tego dziadkowie pilnują, żeby się dziecku nie nudziło! A ja tymczasem jak syn pozwala oddaję się pracy:
I jeszcze gwoli wyjaśnienia co to tyta (bo nie wszyscy ze śląska)...
Tytka to nic innego jak papierowa torebka zwinięta w rożek, w którą pakowało się np. cukierki. Tyta to jej duży odpowiednik. Taki podarek ma za zadanie umilić pierwszoklasiście trudne początki w nowym otoczeniu. „Piyrszok” dostaje tytę od rodziców lub rodziców chrzestnych rano, zanim ruszy pierwszy raz do szkoły, albo zaraz po powrocie do domu. W naszym przypadku tyta czekać będzie w szkole i każdy uczeń dostanie jednakową (dlatego jest podpisana)... W tajemnicy przed Tysią przygotowałam już taką i jutro zaniose ją do szkoły...



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz