Odkryłam niedawno, że u mnie kluczem sprawnej pracy są druty (to dopiero odkrycie ;) ), a konkretnie metalowe - żadne inne mi nie leżą. Teraz praca mi idzie jak trzeba :)
Jako że potomek nr 3 ujawnił swą płeć to pomyślałam, że wykorzystam resztki włóczki z kompletu warkoczowego Tysi :) Teraz chyba nie ma wątpliwości :)
Przy okazji pokazuję resztę maniunich czapeczek :)
Zaczynam od nowa dojrzewać do różowości, których uniknąć prawie się nie da przy małej damie, a już przyzwyczaiłam się do zieleni, brązów (które pokochałam), czerni i czerwieni itp... Ech...

Bardzo fajne czapki.
OdpowiedzUsuńDzięki bardzo :)
UsuńZ maniunich cudeniek to ja póki co bladoróżowe Saartje dla siostrzenicy wydłubałam ;) Szybka robota i bardzo przyjemna. Ale jestem bardzo sceptyczna jeśli chodzi o różowe włóczki i w ogóle tkaniny nawet dla dzieci. Wolę zielenie i brązy tak jak Ty.
OdpowiedzUsuńA no właśnie :)
UsuńAle sprawę różowości przerabiałam już z pierworodną i nie ma co walczyć - choćby nie wiem jak się ich unikało to w pewnym momencie panna się i tak o nie upomni i to bardzo stanowczo!