środa, 21 marca 2012

Wielkie sianie

Wiem... Wiem... Żaden ze mnie ogrodnik. Ale bardzo lubię, odprężają mnie prace w ogrodzie. A szczególnie jak są tego efekty. Jak sporo marchwi, pietruszki i innych w zeszłym roku. To był debiut. Dziś już wiem czego ile potrzebuję (np. 2 rzędy pietruszki  naciowej czy szczypiorku to zdecydowanie za dużo jak dla nas - wszystkich nimi uszczęśliwiałam ;) ) i zaczynam siać kolejne warzywa :)
Moje grządki mam w miejscu gdzie podczas rozbiórki części naszego domu był złożony gruz. Możecie sobie wyobrazić jak ta ziemia wyglądała - obraz nędzy i rozpaczy! Przekopywanie, nawożenie, wygrzebywanie fragmentów cegieł trwa do teraz. I ciągle się dziwię skąd one się biorą. Co roku myślę sobie że to już wszsytko, ale nie... po zimie kamienie "wychodzą" z ziemi i znów od nowa... W tym roku znów całe wiadro zebrałam!

Wczoraj udało mi się posiać ostatnie warzywka i teraz pozostaje mi czekać...

Teraz swoim już niemal zwyczajem będę regularnie zaglądać czy coś się przebiło. Sąsiedzi na bank mają mnie za wariatkę, która to niemal codziennie kontempluje nad rabatką i grządkami ;)

Szczypiorek już nabiera mocy

Posadzony jesienią czosnek przebił sie ładnie. Sporo go mamy. Do kiełbasy autorstwa mojego taty! Przepyszna jest.  I my planujemy wraz z grillem wymurować wędzarnię... Ale kiedy to będzie...


Zostawiłam jeden rząd zeszłorocznej pietruszki naciowej. Będzie na wiosnę, zanim nowoposiana pietruszka będzie nadawała sie do cięcia...
I mam nadzieję, że ładnie się rozrosną truskawki. Moja córa uwielbia. Jak goście u nas byli to dzieci zawsze biegły sprawdzić czy jakieś nowe owocki zczerwieniały :) Świetny sposób na namówienie dziecka do jedzenia owoców! Tika nawet bardzo kwaśne wiśnie zjadała. Kupionych nie tknęłaby - bo kwaśne.
Sąsiad obiecał mi belę słomy. Podsypię truskawki - będą czyste i nie będzie ich pleśń atakować.

Tak więc teraz pozostaje tylko... czekać...

2 komentarze: