środa, 18 września 2013

Oszalałam ;)

Kolejny komin sobie zrobiłam... Normalnie zaczynam czuć, że grzeszę taką ilością kominów, ale uparłam się, że muszę mieć taki który można na głowę założyć w razie czego w wersji zimowej. Kupiłam gruby siujek (sznurek w dialekcie mego syna czili nic innego jak włóczka), no i mam. Problem w tym, że chyba zdecydowanie kominiarki (bo czymże innym są kominy zakładane na głowę?) nie dodają mi uroku :/ Ten komin zrobiłam raz - wyglądałam nieciekawie, sprułam, zrobiłam nieco inaczej, ale wcale to nie pomogło mojemu wizerunkowi... Chyba czas się z tym pogodzić - nie jestem moją córką, która mogłaby narzucić na siebie byle szmatę, a wygląda ładnie :)


Zrobiłam też szaro-żółty, ale czeka na sesję na modelce-właścicielce...

4 komentarze:

  1. Kominów nigdy dość a w takich narzuconych na głowę to chyba na 100 bab tylko jedna dobrze wygląda,a szkoda bo to prosty sposób na ocieplenie się :)))Ja należę też do tych pozostałych 99:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny komin!I wyglądasz bardzo ładnie w kominie ,tak jak i bez niego!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak widzę, nie tylko ja mam problem z tym, że źle wyglądam w kominie na głowie... :-) Ale jak jest bardzo zimno, to już niczym się nie przejmuję.
    Komin świetny :-)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. No to pocieszyłyście mnie :D
    Bywają takie wyjścia, ze człowiek nie chce nakładać czapy, żeby polansować się trochę ;) ale jak się zimno robi to faktycznie już wszystko jedno byle tylko ciepło było :)

    OdpowiedzUsuń