Krzesła wymagały odświeżenia i co najważniejsze obicia. Bo owszem ktoś je obijał milionem różnych materiałów, ale nie dość, że wszystkie one nie układały się ładnie, nie był to materiał obiciowy to jeszcze zupełnie do niczego mi nie pasował... W końcu wysupłałam troszkę pieniędzy, zakupiłam przez internet materiał i z niecierpliwością czekałam aż dotrze... I jak to z kupowaniem przez internet bywa kolor nijak miał się do nazwy i zdjęcia. Miał być jasny brąz, a dotarł ciemnica :/ Ale nic to! Przy dzieciach ciemne kolory się sprawdzają! A żeby ciekawiej było okazało się, że źle obliczyłam ilość potrzebną i... mam go sporo za dużo :) Na szczęście lepiej w tę stronę niż miałoby mi zabraknąć!
Zabrałam się intensywnie za obijanie i... tadaaa...
A tak wyglądało krzesło z oryginalnym obiciem, po zdjęciu tego czym siedzisko było wyowijane:
Wyściełane siankiem co by wygodnie w "szanowne 4-litery" było :)
A co z resztą materiału?
Myślałam o poduchach, ale chyba jednak wystarczy go na uszycie pokrowca na rogówkę naszą, który będzie można wyprać, bo przy dzieciach jasne, niezmywalne meble... wiadomo :)





Super wyszło , ja też dłubię trochę przy meblach , ale za tapicerowanie jakoś boję się zabrać .
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Ewa
Eeee tapicerowanie jest naprawdę proste :)
UsuńGratuluję Ci tylu talentów i pozytywnie zazdroszczę! :)
OdpowiedzUsuńNie wiem czy to talent bo jakość wykonania jednak odbiega od fachowego, ale ciągotki do prac ręcznych mam po tacie :) On nam dom wybudował, wykończył, ugotować potrafi, przeszyć, ogrodem się zajmie, samochód naprawi - człowiek orkiestra :)
Usuń