Święta niedługo... Dziś ni z tego ni z owego poczułam klimat. Postanowiłam upiec pierniczki. Ale nie sama... Absolutnie! Bez mojego pomocnika ani rusz ;)
Przyszłyśmy z przedszkola, syn drzemkuje, wiec wzięłyśmy się do roboty :D Przepis wypróbowany przez koleżankę, spróbowałam i ja :) Pyszne wyszły!


Pomocnica jaka skupiona :) Super pomysł na wytłaczanki. Z chęcią zobaczyłabym fotki już gotowych :)
OdpowiedzUsuńNie ma... Zjedzone ;)
OdpowiedzUsuńAle mam w planie pieczenie kolejnych. Tym razem myślę o barwniku jakimś i ozdabianiu... Ale okaże się jak nam się uda czasowo i kasowo. No i mam nadzieję, ze dotrwa część do swiąt ;)
z tym chyba zawsze największy problem ;)
OdpowiedzUsuńOlo daj przepis na te pierniczki, bo link nie działa a działał jeszcze parę dni temu. Dziś chcę z Adasiem zrobić- przed chwilą zonk- nie ma strony.
OdpowiedzUsuńplease :)
OdpowiedzUsuńMnie link działa...
OdpowiedzUsuńSkładniki:
- 60 dag mąki + podsypka
- 30 dag miodu (ważne, żeby nie był skrystalizowany, tylko lejący się)
- 10 dag cukru pudru
- 12 dag masła ogrzanego do temperatury pokojowej
- 1 jajko
- 2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 50 g przyprawy do piernika (polecam przyprawy Kamis - nie mają w składzie kminku ani kopru)
- 2 łyżeczki kakao
Wszystkie składniki wrzucić do jednej miski i wyrobić ciasto. Powinno być zwarte i nie przyklejać się do rąk, ale nie może być zbyt suche - przy wałkowaniu należy dodatkowo podsypywać je mąką. Ciasto bardzo dobrze się wałkuje, należy jednak uważać żeby nie przesadzić - powinno mieć grubość nie mniej niż 0,5 cm. Wykrawamy, układamy na blasze (można w niewielkich odstępach) i pieczemy 7 minut w temperaturze 180 stopni.
Odkładamy do wystygnięcia a następnie chowamy do szczelnej puszki. Pierniczki dość szybko miękną, ale tak między nami, jeśli komuś nie przeszkadza chrupanie może je wcinać już od dnia upieczenia ;)