Czego się nie robi dla maślanych oczek dziecięcia? Jako że moje dziecko nr 3, a jednocześnie córka nr 2 kocha lale to ma jedną taką najukochańszą odziedziczoną po starszej siostrze, nieco sfatygowaną, prawie bez odzieży... No właśnie jak to być może, że nie ma jej w co ubierać? Więc matka zabrała się za wytwarzanie! Zaczęłam od sweterka, projekt powstawał podczas pracy, później z resztek czapka... Tylko co z guziczkami? Z jakimi poradzi sobie niespełna dwulatka? I wymyśliłam... a córka przetestuje czy rozwiązanie się sprawdzi...
Jak widać spodenek jeszcze brak, ale nadrobię to niebawem. Mam w planie, znaczy elfy Mikołaja mają w planie ;) uszycie pieluszek bawełnianych z rzepami i może kilku innych jeszcze drobiazgów... Oby się udało...
wtorek, 8 listopada 2016
poniedziałek, 12 września 2016
Poduszka podróżna
Znalazłam zdjęcia poduszki podróżnej. Jako że w czasie naszych wakacji, dziecię spało często w samochodzie, a głowa "leciała" na boki to zaraz po przyjeździe do domu matka uszyła poduszkę, żeby temu zapobiec... Motylek sprawdza się też w wózku, jest na tyle uniwersalny, że nawet starszaki mogą korzystać... Wypełniony tym co znalazłam w domu czyli kupkami styropianowymi z pufy.
Jedna strona wykonana jest z bawełny (dobrze wykorzystana stara koszula męża :) ), druga z polarku.
Tak się prezentuje w foteliku:
I w wózku...
Jedna strona wykonana jest z bawełny (dobrze wykorzystana stara koszula męża :) ), druga z polarku.
Tak się prezentuje w foteliku:
I w wózku...
... po takim czasie aż nie wiem co napisać...
Przede wszystkim jest mi miło, że ktokolwiek zagląda jeszcze na mojego bloga. Dzięki!
Myślę sobie, że pomalutku zbliża się moment kiedy będę w stanie cokolwiek zrobić nowego bez pomocy małych rączek :) Owe małe rączki już zaczynają się same bawić niekoniecznie bardzo blisko maminej kiecki. Obym się nie pomyliła, bo na razie boję się wyjąć nawet włóczkę ;) Czaaasem coś przeszyję, ale nie jest to warte nawet pokazania, raczej naprawiam ciucha czy zwężam... Z nowych rzeczy to uszyłam poduszkę podróżną tuż... po wakacjach ;) Aaaa o spodnie synowi uszyłam z rękawów bluzy męża. Nadają się tylko na podwórko do zwożenia opału, ale co tam - ciepło mu będzie i nie żal jak zniszczy ;) Pokażę jak mnie natchnie dnia któregoś do zrobienia zdjęć (albo raczej syna natchnie do zapozowania, bo ostatnio ucieka przede mną jak widzi obiektyw!)
Nawet nie mam czasu na zaglądanie na inne blogi :( Wybaczcie!!! Komputer ostatnio jest rzadko uruchamiany... Raz w miesiącu na pewno - jak rachunki płacę ;)
Pozdrawiam wszystkich gorąco... Zajrzę! Może szybciej niż przed bożym narodzeniem ;)
Przede wszystkim jest mi miło, że ktokolwiek zagląda jeszcze na mojego bloga. Dzięki!
Myślę sobie, że pomalutku zbliża się moment kiedy będę w stanie cokolwiek zrobić nowego bez pomocy małych rączek :) Owe małe rączki już zaczynają się same bawić niekoniecznie bardzo blisko maminej kiecki. Obym się nie pomyliła, bo na razie boję się wyjąć nawet włóczkę ;) Czaaasem coś przeszyję, ale nie jest to warte nawet pokazania, raczej naprawiam ciucha czy zwężam... Z nowych rzeczy to uszyłam poduszkę podróżną tuż... po wakacjach ;) Aaaa o spodnie synowi uszyłam z rękawów bluzy męża. Nadają się tylko na podwórko do zwożenia opału, ale co tam - ciepło mu będzie i nie żal jak zniszczy ;) Pokażę jak mnie natchnie dnia któregoś do zrobienia zdjęć (albo raczej syna natchnie do zapozowania, bo ostatnio ucieka przede mną jak widzi obiektyw!)
Nawet nie mam czasu na zaglądanie na inne blogi :( Wybaczcie!!! Komputer ostatnio jest rzadko uruchamiany... Raz w miesiącu na pewno - jak rachunki płacę ;)
Pozdrawiam wszystkich gorąco... Zajrzę! Może szybciej niż przed bożym narodzeniem ;)
środa, 10 lutego 2016
Torebka po liftingu
Jakiś czas temu zakupiłam sobie przepastną torebkę, która świetnie się sprawdza gdyby nie parę drobiazgów. Niby drobiazgi, ale wiadomo - utrudniały życie, szczególnie w momencie kiedy stojąc przy kasie trzymasz ruchliwe dziecko na jednej ręce, a drugą próbujesz wygrzebać portfel... Postanowiłam więc lekko ją zliftingować w czasie czekania na przesyłkę włóczek na kolejne robótki. Pierwsza sprawa to zamek - nie wiadomo dlaczego miał długość 60cm, kiedy cała torebka potrzebowała zamka 73cm! Druga to czerń podszewki powodowała ciemność wewnątrz torebki. Zmieniając podszewkę postanowiłam wnętrze podzielić na dwie części - portfelowo-codzienna i dzieciowa... I udało się :) Jeszcze tylko prasowanie i voila :D
czwartek, 28 stycznia 2016
Poduszka
Jako, że niedawno kupiłam sobie w końcu maszynę do szycia, to zaczęłam cokolwiek działać na niej. A że z czasem wolnym meeeeega ciężko mi ostatnio to robiłam go do bólu na raty, ale udało się :)
Ze starego koca uszyłam dziś poszewkę na poduszkę. I nawet przyzwoicie całkiem mi poszło. Ba! Nawet udało mi się zamek wszyć, więc tym bardziej jestem z siebie dumna! Jeszcze tylko wypełnienie wymienię, bo to za małe jest...
Tadaaam
Zamek schowany :D
Ze starego koca uszyłam dziś poszewkę na poduszkę. I nawet przyzwoicie całkiem mi poszło. Ba! Nawet udało mi się zamek wszyć, więc tym bardziej jestem z siebie dumna! Jeszcze tylko wypełnienie wymienię, bo to za małe jest...
Tadaaam
Rewers
Zamek schowany :D
niedziela, 10 stycznia 2016
Mitenki do kompletu i szyjogrzej
Nie tak dawno Tika przymierzyła golf brata swego i z prędkością światła zdjęła go zaraz po włożeniu, po czym oznajmiła "nie dziwię się, że on nie chce tego nosić - to faktycznie gryzie!". Ech... czapki ich nie gryzą, szyjogrzeje bardzo... Dobra, czyli czas zmienić taktykę... Wyjęłam bawełnę z akrylem, kazałam wymiziać szyje i określić się czy to to gryzie - nie gryzie... Ufff... Na pierwszy ogień poszedł golf dla Tiki. Dość szybko poszedł i na szczęście się sprawdził! Muszę jeszcze tylko czapkę dorobić...
A do swojego kompletu dorobiłam praktyczne mitenki:
EDIT.
No zapomniałam napisać, że z mitenek jestem dumna, bo robiłam je na raz na jednej żyłce - pierwszy raz a wyszły :D Znów się czegoś nauczyłam ;)
Szyjogrzej w praktyce wycieczkowej:
Magicznie bywało momentami:
A do swojego kompletu dorobiłam praktyczne mitenki:
EDIT.
No zapomniałam napisać, że z mitenek jestem dumna, bo robiłam je na raz na jednej żyłce - pierwszy raz a wyszły :D Znów się czegoś nauczyłam ;)
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Miało być podsumowanie, ale...
Z okazji nowego roku miałam chęć na podsumowanie, ale zabrakło mi czasu i spokoju, żeby usiąść i pomyśleć. Szkoda...
Tak ogólnikowo - w tym roku duuużo się działo. Pojawienie się Lalusi spowodowało, że musieliśmy nauczyć się codzienności od nowa. Do tego małż większość czasu spędził w delegacji, więc musiałam tę codzienność ogarnąć sama. To spowodowało, że na ok pół roku zarzuciłam druty i szydełko. Ale udało mi się wrócić :D
Ostatnią moją pracą w ubiegłym roku była czapka Tysiowa. Matka sobie źle zapisała rozmiar próbki i czapkę zrobiła za dużą... Lepiej w tę stronę niż w drugą, ale niech ma. Dobrze naciąga się na uszy, jemu sie podoba, może dłużej pochodzi, bo zeszłoroczne ma za małe... I koniecznie musiał być pompon! Syn zachwycony :D
Za to oprócz drutów uczę się czegoś nowego :D Uczę się obsługi maszyny, bo w końcu! dorobiłam się swojej :D Zaczęłam z grubej rury, skrzywiłam 2 igły, ale udało mi się skrócić 2 pary dżinsów! Ponad rok leżały na półce nie używane. Tiki dżiny ocieplane, ciepłe, przeszyłam ozdobnym szwem - też zachwycona :)
Wczoraj stwierdziłam, że jestem mistrzem niezdecydowania i przerabiania robótek :/ Kolejny raz przerabiam moją czapkę z tego kompletu. Zrobiłam krasnalkę, ale wyglądam okropnie ;) wracam do zwykłej czapki, a z resztek zrobię sobie mitenki :)
Tak ogólnikowo - w tym roku duuużo się działo. Pojawienie się Lalusi spowodowało, że musieliśmy nauczyć się codzienności od nowa. Do tego małż większość czasu spędził w delegacji, więc musiałam tę codzienność ogarnąć sama. To spowodowało, że na ok pół roku zarzuciłam druty i szydełko. Ale udało mi się wrócić :D
Ostatnią moją pracą w ubiegłym roku była czapka Tysiowa. Matka sobie źle zapisała rozmiar próbki i czapkę zrobiła za dużą... Lepiej w tę stronę niż w drugą, ale niech ma. Dobrze naciąga się na uszy, jemu sie podoba, może dłużej pochodzi, bo zeszłoroczne ma za małe... I koniecznie musiał być pompon! Syn zachwycony :D
Za to oprócz drutów uczę się czegoś nowego :D Uczę się obsługi maszyny, bo w końcu! dorobiłam się swojej :D Zaczęłam z grubej rury, skrzywiłam 2 igły, ale udało mi się skrócić 2 pary dżinsów! Ponad rok leżały na półce nie używane. Tiki dżiny ocieplane, ciepłe, przeszyłam ozdobnym szwem - też zachwycona :)
Wczoraj stwierdziłam, że jestem mistrzem niezdecydowania i przerabiania robótek :/ Kolejny raz przerabiam moją czapkę z tego kompletu. Zrobiłam krasnalkę, ale wyglądam okropnie ;) wracam do zwykłej czapki, a z resztek zrobię sobie mitenki :)
czwartek, 31 grudnia 2015
czwartek, 24 grudnia 2015
wtorek, 1 grudnia 2015
Śnieżynkowa czapka
Na tę czapkę miałam chęć już dawno tamu. Ale Tika była już za stara, a Tyś zbyt... chłopak ;) Więc skoro doczekałam się kolejnej Gwiazdy domu to aż się prosiło ją zrobić (nawet jeśli nie ma jej za bardzo do czego nosić ;) ).
Aura dziś mocno nie sprzyjająca wyjściom, a do tego mamy jelitówkę w domu, więc zdjęcia tylko przyokienne...
Aura dziś mocno nie sprzyjająca wyjściom, a do tego mamy jelitówkę w domu, więc zdjęcia tylko przyokienne...
wtorek, 24 listopada 2015
Komplet Lalusi
U Was też spadł śnieg? Bo u nas biało (choć długo to nie potrwa) i dobrze, że zaczęło sypać jak maluchy poszły spać, bo Tyś z pewnością nie mógłby długo zasnąć i pewno koniecznie chciałby iść na podwórko :)
W związku z zimową aurą wczoraj szybko zrobiłam Lali czapkę... po raz kolejny. Słowo daję, że żadnej robótki nie prułam tyle razy co tę czapkę! Wymyśliłam sobie fioletowe serduszko, ale zabrakło umiejętności :( Zrobiłam ją 3 razy i albo za mocno ściągnęłam albo za słabo i dziury były. Kolejny raz zrobiłam jednokolorową za dużą, później za małą i wczoraj w końcu taką idealną! Strasznie zagmatwałam się, a przecież robiłam już dużo trudniejsze robótki. Chyba wieeelokrotne odrywanie się od roboty musiało mi zamieszać w obliczeniach, ale najważniejsze, że się udało!
W tzw. międzyczasie zrobiłam jeszcze golf z resztek włóczek. Myślałam, że kolorystycznie się nie zgrają, ale jednak pasują świetnie w moim odczuciu i aż żałuję, że golf będzie chowany pod kurtkę... A włóczki wykorzystałam prawie do ostatniego metra (zostało mi jeszcze na owe serduszko tylko)...
Zdjęcia jakości komórkowej z dzisiejszego poranka. To chyba najlepiej oddaje kolor:
Kulki do pokoju maluchów już też gotowe, ale pokój niet, wiec fot nie będzie :)
W związku z zimową aurą wczoraj szybko zrobiłam Lali czapkę... po raz kolejny. Słowo daję, że żadnej robótki nie prułam tyle razy co tę czapkę! Wymyśliłam sobie fioletowe serduszko, ale zabrakło umiejętności :( Zrobiłam ją 3 razy i albo za mocno ściągnęłam albo za słabo i dziury były. Kolejny raz zrobiłam jednokolorową za dużą, później za małą i wczoraj w końcu taką idealną! Strasznie zagmatwałam się, a przecież robiłam już dużo trudniejsze robótki. Chyba wieeelokrotne odrywanie się od roboty musiało mi zamieszać w obliczeniach, ale najważniejsze, że się udało!
W tzw. międzyczasie zrobiłam jeszcze golf z resztek włóczek. Myślałam, że kolorystycznie się nie zgrają, ale jednak pasują świetnie w moim odczuciu i aż żałuję, że golf będzie chowany pod kurtkę... A włóczki wykorzystałam prawie do ostatniego metra (zostało mi jeszcze na owe serduszko tylko)...
Zdjęcia jakości komórkowej z dzisiejszego poranka. To chyba najlepiej oddaje kolor:
I resztkowy szyjogrzej:
Kulki do pokoju maluchów już też gotowe, ale pokój niet, wiec fot nie będzie :)
czwartek, 5 listopada 2015
Kule
... iii znów kule! Zastanawiam się czy to jest ten moment, że trzeba mnie już leczyć czy jeszcze nie ;)
poniedziałek, 2 listopada 2015
Komplet roczkowy Lalusi
Jako że wielkimi krokami zbliżają się pierwsze urodziny Lalusi to pomalutku szykuję się na tę okazję... W naszych okolicach idziemy z dzieckiem rocznym ubranym w biel do kościoła, tam udzielane jest mu błogosławieństwo. Starszaki miały swoje święto latem, więc nie było problemu z ubraniem, zimą kłopot jest większy, bo i ciuchów więcej... Ale jestem już na dobrej drodze i chyba zakończyłam przygotowania :) Uwieńczeniem jest komplet - czapka i komin. Wymagają jeszcze kąpieli, ale prezentują się dobrze. Nawet dziecko przekupione pilotem zechciało posiedzieć chwilkę na swoich literkach póki matka nie zrobi zdjęć :)
Czapka...
Skończyłam czapkę z wieczornej migawki... Ta jest dla mnie... chyba ;) Bo jak to często bywa dzieci mi "kradną" moje części garderoby drutowo-szydełkowej... To w sumie bardzo dobrze, bo tym samym łechtają próżność matki, że jej wypociny nadają się do pokazania na zewnątrz ;)
Czapka do codziennego śmigania, głównie na trasie przedszkole-dom. Kolorowa tak jak lubię. Rozważam dorobienie mitenek. A już na pewno czegoś na szyję, ale nie z tej włóczki. Najlepiej jednokolorowej w zieleni z czapki, tylko czy taką znajdę?
Muszę jeszcze intensywnie pomyśleć nad czapką dla Tysia i co zrobić z jego szyją. W zeszłym roku jeszcze dał sobie cokolwiek nałożyć. W tym roku go wszystko okrutnie gryzie począwszy od kalesonów/rajstop po szyjogrzeje i czapki wrrr...
Czapka do codziennego śmigania, głównie na trasie przedszkole-dom. Kolorowa tak jak lubię. Rozważam dorobienie mitenek. A już na pewno czegoś na szyję, ale nie z tej włóczki. Najlepiej jednokolorowej w zieleni z czapki, tylko czy taką znajdę?
Muszę jeszcze intensywnie pomyśleć nad czapką dla Tysia i co zrobić z jego szyją. W zeszłym roku jeszcze dał sobie cokolwiek nałożyć. W tym roku go wszystko okrutnie gryzie począwszy od kalesonów/rajstop po szyjogrzeje i czapki wrrr...
piątek, 30 października 2015
czwartek, 29 października 2015
Kule świetlne...
I znów nastała jesień. Jak co roku o tej porze potrzebuję doładowywać się światłem, więc zaczynam od wyjęcia świeczek, światełek itp. Ja jednak sroka jestem - wszystko co świecące i błyszczące mnie kręci, byle nie kiczowate (choć to pojęcie względne)... Wyjęłam włóczki i zabrałam się za produkcję kul świetlnych dla Tysi :) Dziewczęce, kolorowe, urocze (tylko lampki muszę zmienić)... Już Tyś zamówił komplet dla siebie :)
piątek, 16 października 2015
Jagódka
No! Zaczynam się nieco rozkręcać rozbótkowo. Dochodzę chyba do organizacyjnej wprawy, a druty/szydełko mam okazję wyjąć najczęściej w trakcie zabawy maluchów jak z nimi siedzę, mogę patrzeć i komentować ich zabawę... Dwie pieczenie przy jednym ogniu...
Ostatnio zrobiłam komplet mojej Lalusi, tyle że ten czeka na kąpiel. Oraz czapek kilka. M.in. jagódkę. Wiem... jagody nie mają szypułek, ale inaczej czapka wyglądałaby nieowocowo, więc ją dorobiłam i wcale jej obecność nie gryzie w oczy :) Nawet dodała jej uroku... Trochę źle czapkę ułożyłam do zdjęcia, ale efekt końcowy chyba widoczny...
Ostatnio zrobiłam komplet mojej Lalusi, tyle że ten czeka na kąpiel. Oraz czapek kilka. M.in. jagódkę. Wiem... jagody nie mają szypułek, ale inaczej czapka wyglądałaby nieowocowo, więc ją dorobiłam i wcale jej obecność nie gryzie w oczy :) Nawet dodała jej uroku... Trochę źle czapkę ułożyłam do zdjęcia, ale efekt końcowy chyba widoczny...
czwartek, 24 września 2015
Żołędziowa czapeczka
Tak, tak... wiem! Wieki mnie znów nie było...
Okazuje się, że trójka dzieci to jednak nie dwójka ;) W dodatku trójka jedynaków o zupełnie różnych potrzebach to kolejne wyzwanie! Tysia w czwartej klasie uczy się uczyć, nikt ich już nie "prowadzi za rączkę", Tyś w przedszkolu już obeznany, ale trzeba było w szpitalu rozwiązać pewną zdrowotną sprawę - na szczęście już po! A Lalesia... :) Lalesia śmiga po domu na czworaka, zżera wszystko co pod łapkami znajdzie, a znajduje różności pozostawione przez starszaki i... kota :) No dzieje się! Jak poświęcam uwagę jednemu z dzieci to pozostałe domagają się uwagi w różnoraki, nieraz w dość desperacki sposób! Szkoda też, że nie bawią się ze sobą, bo oprócz różnicy wieku dzielą ich również zupełnie różne zainteresowania... A że mąż wyjazdowy jest, wraca do domu na weekend, nieraz samą niedzielę to muszę wszystko sama ogarnąć i siłą rzeczy robótki schodzą na plan dalszy...
Ale dłubię conieco... Ja wiem, że większość z Was szydełkiem i na drutach śmiga z prędkością światła niemalże ( ;) ), ale mnie to idzie wolniej i nawet drobne robótki bywają dla mnie wyzwaniem w mojej sytuacji... Dlatego jestem z siebie dumna, że udaje mi się wygospodarować chwilkę "dla siebie" i podziałać coś! Ostatnio zrobiłam czapeczki-żołędzie sztuk dwie :) Identyczne.
Aaa no i jeszcze szybką torebeczkę zrobiłam dla Tysi mojej. Fot póki co brak...
Robię jeszcze czapeczkę dla Lalesi mojej, bo wielkimi krokami zbliżają się jej pierwsze urodziny... Mam nadzieję, że zdążę ;)
Okazuje się, że trójka dzieci to jednak nie dwójka ;) W dodatku trójka jedynaków o zupełnie różnych potrzebach to kolejne wyzwanie! Tysia w czwartej klasie uczy się uczyć, nikt ich już nie "prowadzi za rączkę", Tyś w przedszkolu już obeznany, ale trzeba było w szpitalu rozwiązać pewną zdrowotną sprawę - na szczęście już po! A Lalesia... :) Lalesia śmiga po domu na czworaka, zżera wszystko co pod łapkami znajdzie, a znajduje różności pozostawione przez starszaki i... kota :) No dzieje się! Jak poświęcam uwagę jednemu z dzieci to pozostałe domagają się uwagi w różnoraki, nieraz w dość desperacki sposób! Szkoda też, że nie bawią się ze sobą, bo oprócz różnicy wieku dzielą ich również zupełnie różne zainteresowania... A że mąż wyjazdowy jest, wraca do domu na weekend, nieraz samą niedzielę to muszę wszystko sama ogarnąć i siłą rzeczy robótki schodzą na plan dalszy...
Ale dłubię conieco... Ja wiem, że większość z Was szydełkiem i na drutach śmiga z prędkością światła niemalże ( ;) ), ale mnie to idzie wolniej i nawet drobne robótki bywają dla mnie wyzwaniem w mojej sytuacji... Dlatego jestem z siebie dumna, że udaje mi się wygospodarować chwilkę "dla siebie" i podziałać coś! Ostatnio zrobiłam czapeczki-żołędzie sztuk dwie :) Identyczne.
Aaa no i jeszcze szybką torebeczkę zrobiłam dla Tysi mojej. Fot póki co brak...
Robię jeszcze czapeczkę dla Lalesi mojej, bo wielkimi krokami zbliżają się jej pierwsze urodziny... Mam nadzieję, że zdążę ;)
sobota, 18 lipca 2015
Nowy członek rodziny :D
Od wczoraj mamy nowego członka rodziny. Dzieci oczywiście skaczą z radości (starzy też ale się nie przyznają głośno ;) )... Kiara, mała kotka czaruje, zaczepia, wtula się i bawi z każdym domownikiem :D No jest urocza! Trochę chyba tęskni za swoją kocią rodziną, więc nie lubi zostawać sama. Rano, po nocnej rozłące chodziła za mną krok w krok :) Jeszcze tylko wizyta u weterynarza nas czeka i możemy już sobie tylko beztrosko mieszkać i cieszyć się sobą :D
Właśnie grzeje mi kolana ;)
Właśnie grzeje mi kolana ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































